Czasopismo

Lecz z nich największa jest miłość

– 1 KOR. 13:1-13 – 29 SIERPNIA [1909] –

Złoty tekst: „A teraz zostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy rzeczy, lecz z nich największa jest miłość” – 1 Kor. 13:13.

Kościół w Koryncie został założony blisko pięć lat wcześniej [niż napisanie listu – przyp. red.] i z łaski Bożej doznawał różnych doświadczeń. Kierując do nich ten list, św. Paweł zapewne szczegółowo rozważał ich potrzeby, jak i starał się usługiwać Bożemu posłannictwu łaski i prawdy. Apostoł mógł nie zdawać sobie sprawy z tego, jak wielkie sprawował dzieło i jak dalekosiężne będzie oddziaływanie jego pouczeń. Być może było dla niego lepiej, że nie wiedział, jak ważną była jego usługa dla całego Kościoła Wieku Ewangelii, dla którego był Pańskim narzędziem mówczym. Taka wiedza mogłaby być dla niego zbyt obciążająca i mogłaby go uczynić zbyt porywczym, a przed takim właśnie stanem chronił go Pan dozwalając na ciągłe działanie „bodźca ciała”, co rozważymy w naszej ostatniej lekcji.

Apostoł podjął zagadnienie Bożych „darów” dla pierwotnego Kościoła, udzielonych im w miejsce błogosławieństw, którymi możemy cieszyć się dzisiaj. Nie mieli oni Biblii, jak my mamy, żadnych konkordancji czy innych narzędzi do studiowania Biblii. Potrzebowali oni cudownego „daru języków”, który by ich zgromadzał raz w tygodniu na rozważanie posłannictwa Pańskiego. Było to dla nich konieczne, by poselstwo to docierało w tak cudowny sposób, aby mogło być właściwiej docenione i pozostać własnością Pańską, nieprzywłaszczoną przez nich. Następnie zaś stwarzało to potrzebę kolejnego daru, „wykładania języków”. W ten sposób poprzez różne dary byli oni przyciągani do siebie, wzmacniani i budowani, aż do czasu, gdy stopniowo zgromadzone zostały księgi Nowego Testamentu oraz gdy po śmierci apostołów siłą rzeczy całkowicie zanikły te „dary”, a wtedy Boża opatrzność w postaci pisanego Słowa okazała się całkowicie wystarczająca, owszem, daleko lepsza, jak wynika z dalszego ciągu nauki Apostoła.

W swym liście św. Paweł stopniowo skłania umysły swoich słuchaczy do wyższej oceny błogosławieństw, którymi się już cieszyli. W rozdziale poprzedzającym nasze czytanie zwraca on uwagę na rozmaitość spraw oraz jedność Kościoła, a także na Boże oczekiwanie, by każdy członek miłował i współpracował z innymi. Wykazywał im, że przykładają chyba zbyt wielką wagę do „daru języków”, że chociaż ten „dar” ma swoje właściwe miejsce w Kościele jako błogosławieństwo, to jednak jeszcze pożyteczniejsza jest umiejętność przedstawiania Prawdy w dobrze zrozumiałym języku lub mowie. Oświadcza on, że sam zna więcej języków niż ktokolwiek z nich, a mimo to woli przemawiać w tym języku, który jest zrozumiały dla słuchaczy. I na koniec dochodzi on do zagadnienia naszego obecnego czytania, stanowiącego kulminacyjny punkt całego poprzedzającego nauczania.

JĘZYK MIŁOŚCI PRZEWYŻSZA WSZYSTKO

W dobitny sposób głosi Apostoł Prawdę, która miała być coraz bardziej i coraz powszechniej uznawana pomiędzy chrześcijanami i to w proporcji do ich postępu w upodobnianiu się do Odkupiciela, a także w proporcji do ich rozwoju jako dzieci Bożych. Św. Paweł daje do zrozumienia, że to nie wiedza, nie mądrość, nie talenty i nie „dary”, jakiego by one nie były rodzaju, są tym, o co należy się starać, ale miłość – ponieważ Bóg jest miłością i ponieważ wszyscy, którzy chcieliby się podobać Bogu, muszą rozwinąć taki charakter i takie usposobienie, a także i dlatego, że zgodnie z Bożym prawem nikt nie otrzyma pełni Bożej aprobaty ani żywota wiecznego na żadnym poziomie istnienia, jeśli w pełni nie rozwinie w sercu i w charakterze tej boskiej cechy – cechy miłości. Przeto „wypełnieniem zakonu jest miłość” [Rzym. 13:10].

W swej sugestywnej wypowiedzi św. Paweł mówi, że nawet gdyby posiadł wszystkie języki ziemi i nieba, gdyby mógł nimi posługiwać się w sposób doskonały i czarujący, ciągle nie stanowiłoby to dowodu jego zgodności z Bogiem i dopuszczenia go do życia wiecznego. Gdyby czynił to w powierzchowny sposób, nawet jeśliby to do pewnego stopnia było opowiadaniem o Bożym charakterze i służyło interesowi oraz pożytkowi bliźnich, to mógłby nie przykładając do tego serca być jedynie brzęczącą miedzią i brzmiącym cymbałem. Dowodzi to, że języki nie miały być poważane jako dowód chrześcijańskiego charakteru.

Następnie rozważa on proroctwo, oratorstwo, zrozumienie tajemnic i wiedzę, a nawet posiadanie wiary przenoszącej góry i wreszcie pyta: Czy umiejętności te nie oznaczałyby chwalebnego rozwoju i pełni akceptacji przez Boga, a także pewności życia wiecznego? I odpowiada nam: Nie, żadna z tych wszystkich zdolności – choć są one cenne – nie miałaby w Bożej ocenie żadnej wartości, nie przynosiłaby nam żadnego pożytku, gdyby nie była połączona z miłością i gdyby na miłości nie była zbudowana. Jakże ten wywód podnosi naszą ocenę cechy miłości! Dalej mówi on, że nawet gdybyśmy rozdali wszystkie nasze dobra na żywność dla ubogich, gdybyśmy jako męczennicy wydali nasze ciała, by były spalone na stosie, a jeśliby naszą motywacją, uczuciem, które kryje się za tą skłonnością do wyrzeczeń i cierpienia, nie była miłość, nie otrzymalibyśmy nagrody – nie przyniosłoby to nam pożytku.

CZĘŚCI SKŁADOWE MIŁOŚCI

Tym z ludu Bożego, którzy nigdy nie rozważali, czym jest miłość – jakie są jej elementy, jej części składowe, podana tutaj sugestia apostolska wyda się być objawieniem. Wymienia on dziewięć składników:

(1) Cierpliwość – „Miłość jest długo cierpliwa”
(2) Życzliwość – „dobrotliwa jest”
(3) Wspaniałomyślność – „miłość nie zajrzy”
(4) Pokorę – „miłość nie jest rozpustna, nie nadyma się”
(5) Uprzejmość – „nie czyni nic nieprzystojnego”
(6) Altruizm – „nie szuka swoich rzeczy”
(7) Opanowanie – „nie jest porywcza do gniewu”
(8) Szczerość – „nie myśli nic złego”
(9) Uczciwość – „nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy”.

Jakże wspaniały mógłby być ten świat nawet ze wszystkimi jego boleściami i fizycznymi cierpieniami, gdyby każdy członek ludzkiej społeczności osiągnął doskonałość w wymienionych powyżej cechach. Ale nie byłoby to pożyteczne, gdybyśmy marnowali czas na opłakiwanie tego, czego nie mamy, czy też na zbyteczne karcenie naszych bliźnich i przyjaciół z tego powodu, że podobnie jak i my nie są doskonali w miłości. W istocie, im lepiej rozumiemy naukę Słowa Bożego, tym bardziej współczujemy z biednym „wzdychającym stworzeniem”. W jednym znaczeniu tego słowa, z całego serca solidaryzujemy się ze wszystkimi tymi chwalebnymi standardami, które wystawia przed nami Apostoł. Nie możemy okazywać sympatii złu, błędowi i krzywdzie. Są to rzeczy dla nas nieprzyjemne. Jednak rozumiejąc sytuację możemy współczuć bliźnim i samym sobie, znajdując się w upadłym stanie, w którym nikt z nas nie da rady postępować tak, jakby chciał.

Pismo Święte wyjaśnia tę sytuację, podając, że zostaliśmy jako rodzaj ludzki zrodzeni i ukształtowani w nieprawości, a w grzechu poczęły nas nasze matki. Nieszczęście grzechu, niedoskonałość i śmierć oddziaływujące na nas moralnie, mentalnie i psychicznie, okaleczyły cały świat i uczyniły nas, jak pisze Apostoł, „wzdychającym stworzeniem”. Wobec tego wiedza o tych sprawach, która stała się udziałem tylko bardzo nielicznych, rozumiana i doceniana przez tak niewielu, powinna pobudzać ów niewielki, ale szczególny lud do pełnego miłości współczucia i uprzejmości względem bliźnich w utrapieniu. Niestety jednak, trudność polega na tym, że nawet owi nieliczni, którzy znają te zagadnienia z Bożego Słowa, mają samolubstwo tak wtopione w ich strukturę, są tak zajęci pieczołowaniem o ten żywot, że i ich współczucie często nie jest takie, jak być powinno.

APEL TEN ODNOSI SIĘ WYŁĄCZNIE DO NOWEGO STWORZENIA

To z tych właśnie powodów Pismo Święte nie zostało skierowane do cielesnego człowieka – ponieważ jego umysł jest tak przesiąknięty samolubstwem, że oko litości jest u niego prawie całkiem ślepe a ucho współczucia – głuche. Z Pisma Świętego dowiadujemy się, że zamiast apelować do cielesnego człowieka w ogólności, Pan szczególnie pociąga niektórych, którzy posiedli pewne przymioty serca i umysłu, i tych w szczególności prowadzi do znajomości Odkupiciela, pozostawiając im wolność przyjęcia lub odrzucenia Boskiej propozycji łaski i przebaczenia. Gdy odpowiedzą, zostają jeszcze bardziej oświeceni, a jeśli na to pozytywnie zareagują, zostaną uznani za usprawiedliwionych dzięki swej wierze w Jezusa i Jego krew. Następnie otrzymują szczególne możliwości i są zachęcani, aby całkowicie i na zawsze poświęcili się Panu na Jego służbę – aż do śmierci. Jeśli nadal będą reagowali, dojdą do tego miejsca, w którym Pan będzie miał przyjemność uznać ich, zgodnie z ich wyznaniem, za umarłych dla ziemskich spraw i spłodzić ich z ducha świętego według chwalebnych obietnic swego Słowa, a także uznać ich za Nowe Stworzenia w Chrystusie – jako członków ciała Odkupiciela, którym jest Kościół. Wtedy też osiągną stan, w którym jako dzieci Boże będą musieli uczęszczać do szkoły i rozwijać swoją wiedzę oraz charakter – aby byli faktycznie dopasowani, przygotowani, nadając się do żywota wiecznego i udziału wraz z Odkupicielem w Jego Królestwie.

LEKCJE TEJ SZKOŁY

Gdy wstępujemy do szkoły Chrystusowej, ogólna nauka, która jest przed nami wystawiona, wyraża się w słowach Wielkiego Nauczyciela: „Bądźcie synami Ojca waszego, który jest w niebie”. Taką samą myśl wyraża Apostoł słowami, w których zapewnia nas, że Bóg z góry postanowił, by tylko tacy, którzy staną się kopiami Jego umiłowanego Syna – w podobieństwie charakteru – mogli stać się Jego współdziedzicami w obiecanym Królestwie. Gdy wstępowaliśmy do szkoły Chrystusowej, nie wiedzieliśmy, że wymagania będą aż tak wysokie. Nie rozumieliśmy wszystkiego, co czynimy, gdy poświęcaliśmy się aż na śmierć w służbie sprawiedliwości. Jednak nie ponieśliśmy żadnej straty, gdyż to, co zostało nam przedstawione i czemu się oddaliśmy, obejmuje tylko rzeczy leżące w zasięgu naszych możliwości i nic więcej – aż do śmierci. Tak więc żadna lekcja, która może nam zostać udzielona, nie przekracza wymagań naszego przymierza czyli umowy.

W owym spektrum miłości, które Apostoł przedstawia nam w aktualnym czytaniu, zarysowane zostały różne części owej jednej wielkiej nauki o podobieństwie Chrystusowym, które jest podobieństwem Bożym. Wskazuje on na to, co składa się na taki charakter, który Bóg pragnie w nas rozwinąć, o którym też z góry założył On, że musimy go posiąść, aby okazać się godni daru Bożego – żywota wiecznego przez Jezusa Chrystusa, naszego Pana.

MIŁOŚĆ WIDZIANA W PORÓWNANIU

Wszystko okrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko cierpi – elementy cierpliwości i uprzejmości sprawiają, że taka miłość gotowa jest znosić, cierpieć wszelkiego rodzaju przeciwności względem czegokolwiek, co jest dla niej właściwym obiektem sympatii. Wszystkiemu wierzy w tym znaczeniu, że nie podaje w wątpliwość, nie sieje niewiary w dobre intencje i prawdomówność bliźnich. Dopiero po otrzymaniu pełnych i przekonywujących dowodów, że jest inaczej, przestanie wierzyć. Miłość wszystkiego się spodziewa w ten sposób, że pragnie błogosławieństwa dla wszystkich, z którymi jest w kontakcie i ustawicznie usiłuje w harmonii ze swymi pragnieniami wyświadczać im dobro. Miłość wszystko cierpi w takim sensie, że nie daje się stłumić dopóki istnieje jeszcze coś, w czym może się ona realizować. Te właściwości widziane z innego punktu widzenia mogą być zinterpretowane w następujący sposób: „Wszystko znosi” [1 Kor. 13:7 BT] – jako wytrzymywanie nacisków ze wszystkich stron bez ulegnięcia skruszeniu. „Wszystkiemu wierzy” – jako bycie pełnym wiary w Boskie obietnice i zarządzenia, bez okazywania jakiegokolwiek zwątpienia. „We wszystkim pokłada nadzieję” [BT] w tym znaczeniu, że owa doskonała miłość ku Bogu uzdalnia serce do żywienia pełnej ufności względem Wszechmogącego, na którego miłości i ona się opiera. „Wszystko przetrzyma” [BT] w takim sensie, że dusza, która ogniwem miłości zjednoczona jest z Bożą miłością, nie może zostać skruszona, pokonana, ponieważ taka jest Boża wola, takie jest Boskie zarządzenie. Bóg nie dopuści, aby taki ktoś był kuszony ponad miarę tego, co byłby w stanie znieść, a w każdym pokuszeniu wskaże drogę ucieczki.

Apostoł przeprowadza porównanie między miłością a niektórymi „darami”, które korynccy bracia słusznie bardzo wysoko oceniali. Chce on, abyśmy wszyscy zauważyli, że miłość jest nieskończenie wyższa od któregokolwiek z tych darów, którymi wczesny Kościół się radował. Miłość nie jest darem, ale rozwojem, owocem, który musi dojrzeć w ogrodzie naszej duszy i który należy pielęgnować z wielką troską o jego właściwy wzrost. Mówi on, że miłość nigdy nie ustaje, choć ustaną inne zjawiska, a mianowicie siła prorokowania czy też talent oratorstwa, dar języków, wiedzy itp. Wszystkie one stracą na znaczeniu, gdy zmieniające się warunki sprawią, że ustanie konieczność posługiwania się nimi. Proroctwa się skończą, dar języków ustanie, a wiedza wniwecz się obróci. Myślą Apostoła jest, że wszystkie te zjawiska z konieczności ustaną, gdy tylko pojawi się doskonałość, gdyż wszystkie te dary i talenty są niedoskonałe. Z pewnością wraz z chwalebnym „przemienieniem” w pierwszym zmartwychwstaniu oraz po wkroczeniu w Tysiąclecie warunki ulegną tak wielkiej zmianie, że wiele rzeczy wysoko ocenianych w mniejszym świetle i w mało obecnie korzystnych okolicznościach okaże się kiedyś bezwartościowymi. W podobny sposób krzesiwo było kiedyś bardzo cenione jako narzędzie do rozniecania ognia, ale obecnie zostało zastąpione zapałkami, iskrami elektrycznymi itp. Wiele z tych darów jednak, wliczając w to dar języków, zanikło na długo przed nastaniem poranka Tysiąclecia. Ustały one krótko po śmierci apostołów, ponieważ dary te były wyłącznie przez nich udzielane.

Następnie Apostoł porównuje dary ducha z owocami ducha i wykazuje, że te pierwsze w zestawieniu z drugimi są jak dziecięce zabawki postawione obok kosztownych przedmiotów wieku dojrzałego. „Pókim był dziecięciem, mówiłem jako dziecię, rozumiałem jako dziecię, rozmyślałem jako dziecię; lecz gdym się stał mężem, zaniechałem rzeczy dziecinnych” [1 Kor. 13:11]. Tak więc dary języków, tłumaczenia języków itp., dane Kościołowi w jego dziecięctwie i w tym okresie użyteczne, mogły zostać całkowicie odłożone na bok, gdy Kościół wyrósł z dziecięcego wieku i osiągnął siłę oraz rozwój wynikający z większej świadomości wielkiego Bożego planu. Mleko Słowa i twardy pokarm Słowa zostały zamierzone przez Boga dla rozwoju członków Ciała Chrystusa, aż wszyscy osiągną miarę zupełnego wieku Chrystusowego. Im dojrzalszy chrześcijanin, tym lepiej będzie wiedział, że dary ducha miały jedynie spełnić rolę podobną do dziecięcych zabawek, aby później mogły zostać zastąpione owocami ducha, które są znacznie bardziej wartościowe dla Kościoła w stanie zaawansowanego rozwoju.

Św. Paweł wskazuje następnie na fakt, że celem naszego życia jest nie tylko teraźniejszość, ale przede wszystkim przyszłość oraz że wszystko, co może być obecnie rozwinięte ku zachowaniu na wieczność przyszłości, musi tym bardziej być przedmiotem usilnego starania. Chciałby on, abyśmy się przekonali, że miłość jest najważniejsza dla chrześcijanina – ta miłość, którą opisał. Nasza wiedza, języki itp. obecnego czasu są jedynie cieniami wielkiej mocy, która stanie się naszym udziałem, gdy dostąpimy udziału w chwalebnym błogosławieństwie pierwszego zmartwychwstania. Jakąkolwiek jasnością spojrzenia dziś byśmy się nie cieszyli, w przyszłości uznamy ją za ciemność w porównaniu do pełni światła chwalebnego poranka. To, co obecnie widzimy jakby przez mętne szkło, w przyszłości ujrzymy twarzą w twarz. Obecnie nasza wiedza jest cząstkowa, w przyszłości poznamy tak, jak zostaliśmy poznani.

WIARA, NADZIEJA I MIŁOŚĆ

Św. Paweł chciałby, aby Kościół dowiedział się, że wiara, nadzieja i miłość, trzy owoce ducha, daleko przewyższają wszystkie „dary” ducha, jakiegokolwiek by nie były rodzaju, ponieważ przetrwają one przez cały wiek. Aż do poranku Tysiąclecia będziemy potrzebowali wiary. Będziemy potrzebowali nadziei, będzie nam konieczna miłość. Nie możemy się bez nich obejść. Bez nich nie jesteśmy w stanie dokonać żadnego postępu w naśladowaniu Jezusa. Gdy jednak będziemy się starali porównać owe niedokonane właściwości między sobą, to okaże się, zdaniem Apostoła, że największa z nich jest miłość. Dlaczego jest największa? Ponieważ jest to przymiot Boży, bez którego, nawet posiadając wszystkie inne walory, nie będziemy mogli zadowolić Boga. Jest to jedyny przymiot, który ostoi się na całą wieczność. Zawsze będziemy musieli cechować się miłością, by pozostawać w Bożej łasce. Co do wiary i nadziei, jakkolwiek by one nie były wspaniałe, to jednak nadejdzie czas, kiedy zostaną wchłonięte przez to, co widoczne, przez owoce, przez rzeczywistość chwalebnych warunków społeczności z Panem. Zaś miłość nigdy nie przeminie. Pomiędzy wszystkimi łaskami ducha jest ona nadrzędna i wieczna.

Z powodu licznych błędów w zrozumieniu, czym jest miłość, wydaje nam się to konieczne i właściwe, by na podstawie słów Apostoła przypomnieć naszym czytelnikom, że przymiot miłości nie polega tylko na pielęgnowaniu formy przyjemnych i uprzejmych słów oraz miłych uśmiechów, ale powinien on głęboko wniknąć w naszą naturę i objąć nasze uczynki oraz uczucia serc.

The Watch Tower, 1 sierpnia 1909, R-4442

Poprzednia strona Następna strona