Czasopismo

Powiedziane na jej pamiątkę

– 30 PAŹDZIERNIKA 1910 – Mat. 26:1‑16 –
„Ona zrobiła, co mogła” – Mar. 14:8.

W poprzednim badaniu rozważaliśmy triumfalny wjazd wielkiego Nauczyciela do Jerozolimy, na osiołku, i Jego łaskawość wobec narodu Izraela jako ich króla, w wypełnieniu Proroctwa Zachariasza 9:9‑12. To było pięć dni przed Paschą. Przez kilka dni Jezus nauczał w świątyni, udając się na noc do domu Łazarza, Marty i Marii w Betanii. Wiedział, czego się spodziewać – że nadeszła Jego godzina. Wiedział, że nawet wtedy arcykapłani i starsi ludu zastanawiali się nad Jego zgładzeniem i wahali się tylko dlatego, by nie wywołać rozruchów. Ich oburzenie przeciwko wielkiemu Nauczycielowi brało się stąd, że nie nauczał tak, jak uczyli oni i że Jego nauki miały o wiele więcej mocy, jeśli chodzi o tłumy, niż całe ich nauczanie. Gniew, zawiść, nienawiść spoiły się w nadaniu Mu piętna oszusta i skazaniu na śmierć, „dla dobra sprawy”.

Uczta w Betanii, o której jest mowa w tym badaniu, mogła mieć miejsce wieczorem przed zdradzeniem naszego Pana, dwa dni przed świętem Paschy. Inni znów uważają, że odbyła się ona w wieczór sabatni poprzedzający triumfalny wjazd do Jerozolimy. To jednak nie ma znaczenia. Była taka uczta. Obecni byli na niej Jezus i Jego uczniowie. Podczas wieczerzy podeszła kobieta z alabastrowym flakonikiem bardzo kosztownych perfum. Wylała je na Jego głowę, a cały pokój napełnił się słodką wonią. Kobietą tą była Maria, siostra Łazarza i Marty.

Zgodnie z inną relacją protest uczniów przeciwko temu czynowi, uznanemu za marnotrawstwo, został wszczęty przez Judasza, skarbnika tej garstki uczniów Pana. Jan zauważa, że Judasz był złodziejem i nosił mieszek; daje też do zrozumienia, że bardziej interesował się pieniędzmi niż biednymi, a jego wzmianka o ubogich była tylko wybiegiem. Ale wielki Nauczyciel zgromił swoich uczniów, mówiąc: „Dlaczego sprawiacie przykrość tej kobiecie? Przecież dobry uczynek spełniła wobec mnie. Ubogich bowiem zawsze macie u siebie, ale mnie nie zawsze mieć będziecie. Bo ona, wylewając ten olejek na moje ciało, zrobiła to, aby przygotować mnie na mój pogrzeb. Zaprawdę powiadam wam: Gdziekolwiek po całym świecie będzie głoszona ta ewangelia, będzie się też opowiadać na jej pamiątkę to, co zrobiła” (Mat. 26:10‑13). Jakże taktowny był wielki Nauczyciel! Jak życzliwy i wdzięczny za wszystko, co dla Niego zrobiono!

„ZROBIŁA, CO MOGŁA”

Pan, zgodnie ze wszystkimi naukami i zwyczajami Pisma Świętego, odmawia uznania kobiety jako nauczyciela religii w Kościele wśród swoich naśladowców. Żadna kobieta nie otrzymała miejsca pośród dwunastu apostołów – ani nawet wtedy, gdy siedemdziesięciu ewangelistów zostało wysłanych z prostym przesłaniem, które każda kobieta mogłaby przekazać, z pewnością równie swobodnie jak każdy mężczyzna lub nawet lepiej; do tej misji nie wysłał kobiet, żadnej z przedstawicielek tej płci. Mężczyzna obrazuje w Biblii Pana, kobieta – Kościół. Byłoby to niezgodne z obrazem, gdyby Kościół był nauczycielem, a Pan uczniem. Konsekwentnie zatem byłoby niewłaściwe, aby zlecić kobiecie reprezentowanie Pana. Dlatego kobiety jako nauczyciele w Kościele nie mają biblijnego upoważnienia na to stanowisko. Czytamy, że wąż uwiódł matkę Ewę i uczynił z niej nauczycielkę błędu dla męża. Czytamy też, że złe duchy wykorzystywały pewną młodą kobietę jako medium do zapowiadania apostołów. Nie znajdujemy jednak żadnego Boskiego usankcjonowania dla występowania kobiet w roli nauczycieli w Kościele, a młoda kobieta, która działała w duchu wróżenia i próbowała głosić Chrystusa i apostołów, została zganiona przez apostoła Pawła i pozbawiona ducha wieszczby.

Wszystko to jednak nie oznacza, że Jezus czy apostołowie byli niegrzeczni wobec kobiet albo że nie doceniali ich cech serca i umysłu. Wręcz przeciwnie. Wśród naśladowców Pańskich wiele było „szlachetnych kobiet”, a Jego wyjątkowa miłość do Marii i jej siostry Marty jest szczególnie odnotowana. Nauczmy się tej lekcji z Księgi i nie próbujmy Księgi pouczać.

„UBOGICH BOWIEM ZAWSZE MACIE U SIEBIE”

Nasz Pan, w odpowiedzi na argument Judasza, że olejek powinien być sprzedany za dużą sumę na rzecz ubogich, rzekł: „Ubogich bowiem zawsze macie u siebie i kiedy zechcecie, możecie im dobrze czynić. Mnie jednak nie zawsze będziecie mieć” [Mar. 14:7]. Ubóstwo jest z pewnością elementem porządku społecznego w obecnym czasie, ponieważ w naszym upadłym stanie jako rasy niektórzy są umysłowo bardziej błyskotliwi niż inni, a egoizm jest ogólną zasadą. Dlatego do końca panowania grzechu i śmierci będą na ziemi biedni. Z każdym dobrym uczynkiem wiąże się błogosławieństwo – z każdym szlachetnym dążeniem do udzielenia pomocy dowolnemu człowiekowi w celu osiągnięcia przez niego wyższych i lepszych warunków psychicznych, moralnych, fizycznych. W przyszłości nie będzie biednych, ponieważ w warunkach Królestwa rządzącą zasadą będzie miłość, a nie egoizm. Pod rządami mesjańskimi sprawiedliwość wkrótce stanie się powszechna. Ostatecznie wola Boża ma być wykonywana na ziemi tak, jak jest wykonywana w niebie.

„MNIE JEDNAK NIE ZAWSZE BĘDZIECIE MIEĆ”

Tak było w przypadku Mistrza. Niedługo potem odszedł On od nich i zasiadł do prawicy Ojca. Ta sama zasada obowiązuje w stosunku do naśladowców Pana, zwanych „członkami Jego Ciała”. Cokolwiek możemy zrobić dla tych członków, zacna Głowa uzna jako zrobione dla Niego. Dlatego też, choć zawsze należy czynić dobro wszystkim ludziom, gdy mamy sposobność, trzeba od niej zacząć – „szczególnie domownikom wiary”. Ci powinni zawsze być na pierwszym miejscu w naszych myślach.

Duch samolubstwa w Judaszu prowadził od jednego stopnia pożądliwości do drugiego, aż skłonny był on sprzedać swego Mistrza wrogom. Niestety, jakże straszliwą siłą pchającą do zła jest egoizm! Jakże wielu jest takich, którzy gotowi są sprzedać prawdę na rzecz ziemskiego powodzenia czy dobrobytu! Ci, którzy posiadają znaczną miarę ducha Prawdy, powinni jednak zważać na to, dokąd w następstwie prowadzi egoizm – do wtórej śmierci.

The Watch Tower, 15 października 1910, R-4702

Poprzednia strona Następna strona